“365 dni”, czyli polska wersja “50 twarzy Greya”

“365 dni” to powieść obyczajowo-erotyczna Blanki Lipińskiej. Została napisana w 2014 roku, kiedy autorka zmagała się z problemami w ówczesnym związku i pisząc, chciała przelać na papier swoje emocje. Zdecydowała się wydać tę książkę dopiero 4 lata później. Zapewne nie spodziewała się, jak wiele kontrowersji wzbudzi swoim dziełem.

O czym jest książka?

“365 dni” bez wątpienia jest pozycją bardzo odważną. Nie brakuje w niej niezwykle odważnych scen erotycznych i ostrego seksu. Pojawia się motyw pięknej Laury porwanej przez włoskiego bossa mafii. Nie jest to jednak książka kryminalna, ponieważ Włoch nie chce skrzywdzić kobiety, ale… dać jej 365 dni na to, by się w nim zakochała. Pomysł na książkę bez wątpienia jest oryginalny. Emocji pomiędzy głównymi bohaterami nie brakuje, a historia rozwija się bardzo dynamicznie. Czy rzeczywiście można dać komuś ultimatum i wzbudzić uczucie miłości w takich warunkach?

Zarzuty wobec autorki

Książka wzbudza skrajne emocje. Ma całą rzeszę fanów, o czym świadczy ilość sprzedanych egzemplarzy i popularność autorki. Jednak pojawiło się też wiele negatywnych opinii. Blanka Lipińska jest krytykowana za łączenie motywu porwania z miłością do kobiety. Zakochiwanie się głównej bohaterki w jej porywaczu jest odbierane jako syndrom sztokholmski. Wiele osób zarzuca Blance Lipińskiej, że zbrodnię otoczyła historią miłosną i przez to wiele osób może ulec złudzeniu, że porywane osoby nie są ofiarami. Wiele do życzenia pozostawia też poziom językowy książek. Autorka jednak zaznacza, że nie jest zawodową pisarką, a wydawnictwo zgodziło się publikować jej książki napisane potocznym językiem i w lekkim stylu.

Czy “365 dni” jest świetną powieścią erotyczną z niezwykłym wątkiem miłosnym, czy słabą książką o nieciekawej i przewidywalnej fabule? Każdy czytelnik ma prawo do własnego zdania. Książka na pewno ma rzesze wielbicieli i wielu krytyków. Bez wątpienia warto ją przeczytać, aby wyrobić sobie własne zdanie.