HIT czy KIT? W czym tkwi fenomen “365 dni”?

Powieść erotyczna, czy może sensacyjna? O książce i filmie “365 dni” autorstwa Blanki Lipińskiej było swego czasu głośno. Jedni od razu po wyjściu rzucili się na zakup pozycji, ponieważ okrzyknięto ją “polskim Greyem”, czy coś, co większość polskich kobiet musi mieć na swojej półce.

Nowa wersja “Ojca Chrzestnego”?

Tak na początku mogłoby się wydawać. Dla tych, którzy nie mieli przyjemności, aby zapoznać się z książką ani filmem — krótkie streszczenie. Główną bohaterką historii jest Laura. Dziewczyna, która wiedzie spokojne życie w Warszawie. Pewnego dnia wyjeżdża ze swoim chłopakiem i przyjaciółmi na wakacje na Sycylii, aby świętować swoje urodziny. Tego właśnie dnia zostaje porwana przez głowę sycylijskiej rodziny mafijnej — Massimo. Spełnienie kobiecych marzeń — przystojny, umięśniony i bogaty! Jak można mu się oprzeć? A wszystko zadziało się, ponieważ pewnego razu, gdy przystojniak został postrzelony, a jego serce prawie przestało bić, przed oczami zobaczył pewną dziewczynę. W tamtym momencie nie wiedział kim, może być, jednak gdy pewnego dnia zauważył Laurę, wiedział, że to właśnie o nią chodzi.

I w tym momencie zaczyna się “przygoda” pełna romantycznego napięcia, które z każdą przewróconą kartką rośnie coraz bardziej. Czy faktycznie tak jest? Historia zostaje mocno spłycona, a dziewczynę przedstawiono jako naiwną, która pod urokiem włoskiego mafiozy, zgadza się niemalże na wszystko. 

Na czym więc polega fenomen tej lektury? Przecież przez długi czas książka znajdowała się na liście bestsellerów w Empiku. Jeżeli być szczerym, książka nie wnosi w życie czytelnika absolutnie nic. Nie ma tam pouczających treści, ani mądrości życiowych, które można by było wykorzystać w życiu codziennym. Jeżeli poszukujecie czegoś w tym stylu — omijajcie 365 dni szerokim łukiem. Pozycja jest lekką historyjką, która nie ma przełożenia na rzeczywistość. Pełno opisów erotycznych scen, które jednych fascynują, a jeszcze innych nudzą, czy nawet obrzydzają.

Fabuła jest mocno przewidywalna. Czytelnik nie czuje się zaskoczony, gdy przekręca ostatnią kartkę. Czy jest to must have na półce? Absolutnie nie! Księgarnie stoją otworem, więc na pewno można znaleźć w nich coś lepszego!